22 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Beatles for Sale" (1964)



Rosnąca popularność, niezliczona ilość zaproszeń do programów telewizyjnych, koncertowe zobowiązania, oraz konieczność wydawania dwóch albumów rocznie - to wszystko sprawiło, że zespół nie mógł poświęcić zbyt wiele czasu na tworzenie nowego materiału. I to niestety wyraźnie odbiło się to na czwartym albumie grupy, zatytułowanym "Beatles for Sale". Z braku czasu na pisanie nowych kawałków, muzycy postanowili wykorzystać sprawdzoną już wcześniej metodę - wesprzeć się cudzymi kompozycjami. Podobnie jak na "Please Please Me" i "With the Beatles" znalazło się tutaj aż sześć coverów ("Rock and Roll Music" Chucka Berry'ego, "Mr. Moonlight" Roya Lee Johnsona, "Kansas City" autorstwa Jerry'ego Leibera i Mike'a Stollera połączony z "Hey-Hey-Hey-Hey!" Little Richarda, "Words of Love" Buddy'ego Holly, oraz "Honey Don't" i "Everybody's Trying to Be My Baby" Carla Perkinsa). I znów nie wyszło to na dobre, gdyż wszystkie z nich brzmią obecnie bardzo archaicznie - zestarzały się o wiele bardziej, niż własne kompozycje grupy z tamtego czasu.

Ale i autorska część "Beatles for Sale" wywołuje mieszane odczucia. Równo połowa z tych utworów wypada, jak na ten zespół, bardzo nijako. "No Reply", "I'm a Loser", "Baby's in Black" i "I Don't Want to Spoil the Party" są zdecydowanie poniżej kompozytorskich możliwości Wspaniałej Czwórki. Tak wymuszonych i bezpłciowych kawałków grupa wcześniej nie umieszczała nawet na stronach B singli. Poziom odrobinę podnoszą pozostałe cztery utwory. "I'll Follow the Sun" to bardzo przyjemna mccartneyowska ballada, chociaż daleko jej do "And I Love Her" i "Yesterday". Brakuje w niej jakiegoś rozwinięcia, kończy się po niespełna dwóch minutach. Ma jednak swój urok. Podobnie jak przebojowe "Every Little Thing" i "What You're Doing". Dobre wrażenie sprawia szczególnie ten drugi, napędzany mocną grą Ringo Starra i chwytliwym gitarowym motywem. Najbardziej wartościowym utworem jest jednak "Eight Days a Week", z najbardziej beatlesowską, rewelacyjną melodią. To jedyny przebój z tego albumu - zupełnie zasłużenie. Aha, na niealbumowym singlu zmarnowano inny hit z tamtej sesji - "I Feel Fine". Jego obecność na "Beatles for Sale" trochę by podniosła poziom albumu, ale i tak byłoby to najsłabsze wydawnictwo w studyjnej dyskografii The Beatles.

Ocena: 6/10



The Beatles - "Beatles for Sale" (1964)

1. No Reply; 2. I'm a Loser; 3. Baby's in Black; 4. Rock'n'Roll Music; 5. I'll Follow the Sun; 6. Mr. Moonlight; 7. Kansas City / Hey-Hey-Hey-Hey!; 8. Eight Days a Week; 9. Words of Love; 10. Honey Don't; 11. Every Little Thing; 12. I Don't Want to Spoil the Party; 13. What You're Doing; 14. Everybody's Trying to Be My Baby

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - gitara, wokal; Ringo Starr - perkusja, instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino
Producent: George Martin


1 komentarz:

  1. Mnie ten album przypadł do gustu. Nie mam po prostu niechęci do coverów, zwłaszcza kiedy są lepsze od oryginalnych wersji. Lubię posępny klimat zaprezentowanych tutaj kompozycji Lennona. Mostek w No Reply to coś niesamowitego. Podoba mi się umieszczenie go w roli otwieracza. Jest to dla mnie ciekawym zabiegiem. Ich wersja Words of Love jest niesamowita. Stawiam ją na równi z genialnym oryginałem Buddy Holly'ego. Czarująca melodia i magnetyzujące harmonie. Znienawidzony przez wielu Mr. Moonlight robi na mnie wrażenie wokalem Johna i fajną, posępną melodią. Album ten nie zasługuje moim zdaniem na ostatnie miejsce w rankingu ich albumów i ma u mnie mocne 8/10. Na dole takiego zestawienia umieściłbym chyba debiut, bo do With The Beatles się przekonałem i teraz oceniam tę płytę wyżej od pierwszego LP.

    OdpowiedzUsuń