21 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Past Masters: Volume Two" (1988)



Druga część kompilacji "Past Masters" zawiera niealbumowy materiał z okresu od grudnia 1965 do marca 1970 roku. Pominięto tylko single z 1967 roku, co jednak jest zupełnie zrozumiałe, gdyż od 1987 roku są dostępne na całym świecie jako część albumu "Magical Mystery Tour" (wcześniej wydanego w takiej formie wyłącznie w Stanach). Osobiście nie miałbym natomiast nic przeciwko temu, aby znalazły się tutaj cztery premierowe kawałki z ni to albumu, ni składanki "Yellow Submarine". Co prawda, można je znaleźć na alternatywnej wersji "Past Masters", zatytułowanej "Mono Masters", ale jest ona dostępna wyłącznie jako część boksu "The Beatles in Mono" z 2009 roku (monofoniczne wersje tych kawałków zostały przygotowane na nigdy niewydaną EPkę).

"Past Masters: Volume Two" pokazuje dojrzałe oblicze zespołu, chętnie eksperymentującego z brzmieniem i różnymi stylistykami - od psychodelii po bardziej bluesowe granie. W sumie znalazło się tu piętnaście utworów. Czternaście z nich pochodzi z siedmiu niealbumowych (przynajmniej w Wielkiej Brytanii) singli, a jeden - wczesny miks "Across the Universe" - z charytatywnej kompilacji "No One's Gonna Change Our World" wydanej w 1969 roku. W tej wersji nie ma kuriozalnej orkiestracji, są za to odgłosy natury, żeńskie chórki i nieco szybsze tempo. Warto zauważyć, że trzy inne utwory - "Revolution", "Get Back" i "Let It Be" - również powtarzają się na regularnych albumach, ale tutaj pojawiają się w innych wersjach. "Revolution" to zupełnie inne, późniejsze podejście do tego kawałka, zagrane szybciej i ostrzej od "Revolution 1" z "Białego albumu". Singlowa wersja "Get Back" powstała z tego samego podejścia, co późniejsza z albumu "Let It Be", ale inny jest miks, co można poznać po bardziej prominentnej roli elektrycznego pianina Billy'ego Prestona. Inaczej zmiksowany jest też "Let It Be", z mniej słyszalną orkiestracją i inną, łagodniejszą solówką George'a Harrisona.

Bardzo fajnie wypadają najstarsze w tym zestawie kawałki, nagrane i wydane w tym samym czasie, co albumy "Rubber Soul" i "Revolver": energetyczny "Day Tripper", oparty na zadziornym motywie o prawie riffowym charakterze; ciekawie skontrastowany "We Can Work It Out", łączący pogodne zwrotki z pesymistycznym refrenem; proto-hardrockowy "Paperback Writer" z świetnie uwypuklonym basem; a także bardzo psychodeliczny i cholernie niedoceniony "Rain", znów ze świetną partią basu. Charakterystyczna dla wczesnych Beatlesów naiwność w tych kawałkach już prawie całkiem ustąpiła dojrzałości, a i pod względem brzmienia słychać znaczny postęp. Jednocześnie cała czwórka posiada bardzo chwytliwe, w dobrym tego słowa znaczeniu, melodie.

Kolejne utwory to już nagrania dokonane w latach 1968-69. Rhythm'n'bluesowy "Lady Madonna" jest jednym z bardzo nielicznych utworów grupy, w których słychać saksofon. To także jeden z największych przebojów grupy, choć dla mnie jest co najwyżej przyzwoity. Pochodzący ze strony B tego samego singla "The Inner Light", nagrany przez Harrisona z indyjskimi muzykami, to z kolei całkiem przyjemna, egzotycznie brzmiąca piosenka. Kolejny wielki (i nietypowo długi, ponad siedmiominutowy) przebój, "Hey Jude", wywołuje u mnie mieszane odczucia. O ile z początku jest to naprawdę ładna ballada, tak stopniowo staje się coraz bardziej rozwleczona i nudna, a pod koniec wręcz nieznośna. Bluesowy "Don't Let Me Down" (ze strony B singla "Get Back") fajnie łączy klimatyczny akompaniament z ekspresyjną partią wokalną. Tutejsza, singlowa wersja wypada niestety trochę słabiej od koncertowego nagrania z "Let It Be... Naked". Banalny rock and roll "The Ballad of John and Yoko" to jeszcze jeden wielki przebój, którego popularność jest dla mnie zagadką. I znów lepszy jest kawałek ze strony B, czyli bluesujący "Old Brown Shoe". Całości dopełnia dziwaczny "You Know My Name (Look Up the Number)" (ze strony B singla "Let It Be"), wyraźnie inspirowany dokonaniami Franka Zappy. Muzycy pracowali nad tym utworem już w 1967 roku, ale ukończył udało się go dopiero dwa lata później.

"Past Masters: Volume Two" to jedno z ciekawszych wydawnictw The Beatles, pokazujące głównie tę ciekawszą, bardziej ambitną stronę zespołu (od śmiałych poczynań z psychodelią, po zappowską awangardę), choć zawierające też parę przebojów, które nie zawsze są interesujące pod względem artystycznym. Kompilacja stanowi doskonałe uzupełnienie dyskografii zespołu z okresu od "Rubber Soul" do "Let It Be". 

Ocena: 8/10



The Beatles - "Past Masters: Volume Two" (1988)

1. Day Tripper; 2. We Can Work It Out; 3. Paperback Writer; 4. Rain; 5. Lady Madonna; 6. The Inner Light; 7. Hey Jude; 8. Revolution; 9. Get Back; 10. Don't Let Me Down; 11. The Ballad of John and Yoko; 12. Old Brown Shoe; 13. Across the Universe ("Wildlife" version); 14. Let It Be; 15. You Know My Name (Look Up the Number)

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; George Harrison - gitara, wokal, bass, instr. klawiszowe, tanpura; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne wokal
Gościnnie: Ronnie Scott, Bill Povey, Harry Klein, Bill Jackman - saksofony (5); Aashish Khan - sarod (6); Hanuman Jadev - shehnai (6); Hariprasad Chaurasia - bansuri (6); Mahapurush Misra - pakhawadź (6); Rijram Desad - fisharmonia (6); Nicky Hopkins - pianino (8); Billy Preston - instr. klawiszowe (9,10,14); Lizzie Bravo, Gayleen Pease, Linda McCartney - dodatkowy wokal (14); Peter Halling - wiolonczela (14); Brian Jones - saksofon (15)
Producent: George Martin


20 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Past Masters: Volume One" (1988)



Gdy pod koniec lat 80. postanowiono wznowić dyskografię The Beatles na płytach kompaktowych, zdecydowano się także zlikwidować problem z różnymi wersjami jej wersjami. Od tej pory na całym świecie miała obowiązywać jedna wersja, wzorowana na oryginalnych wydaniach brytyjskich (z wyjątkiem "Magical Mystery Tour", opartym na rozszerzonym wydaniu amerykańskim). Świetnym pomysłem było uzupełnienie dyskografii o wydawnictwo zbierające wszystkie niealbumowe kawałki. Ściślej mówić, w wersji kompaktowej ukazały się dwa osobne wydawnictwa - "Past Masters: Volume One" i "Past Masters: Volume Two", podczas gdy w wersji winylowej wydano je razem, jako jeden dwupłytowy album (w takiej formie był też wznawiany na CD). Znalazły się tutaj wszystkie nagrania, jakie do tamtej pory były dostępne w Wielkiej Brytanii wyłącznie na singlach, EPkach i innych kompilacjach.

"Volume One" zawiera materiał oryginalnie wydany pomiędzy październikiem 1962, a lipcem 1965 roku. Jest to więc okres prostych, naiwnych piosenek, praktycznie pozbawiony jeszcze jakichkolwiek stylistycznych czy brzmieniowych eksperymentów (nie licząc kontrolowanego sprzężenia zwrotnego w "I Feel Fine" - ponoć pierwszego zarejestrowanego w studiu). Osiemnaście zawartych tutaj kawałków pochodzi ze stron A i B singli, czteroutworowej EPki "Long Tall Sally" (1964), a całości dopełnia przeróbka "Bad Boy" Larry'ego Williamsa, oryginalnie wydana na brytyjskiej składance "A Collection of Beatles Oldies".

Nie brakuje tutaj wielkich przebojów, czego dowodem "Love Me Do" (w innej wersji, niż na "Please Please Me"), "From Me to You", "She Loves You", "I Want to Hold Your Hand" i "I Feel Fine" (dwa przedostatnie pojawiają się tu także w okropnych, niemieckojęzycznych wersjach - "Sie Liebt Dich" i "Komm, Gib Mir Deine Hand"). O ile te singlowe hity bronią się fajnymi melodiami, tak większość pozostałego materiału wypada raczej słabo. Dość banalne, naiwne piosenki autorskie ("Thank You Girl", "I'll Get You", "This Boy", "I Call Your Name", "She's a Woman", "I'm Down") przeplatają się ze sztampowymi przeróbkami głównie rockandrollowych i rhythmandbluesowych kawałków ("Long Tall Sally" Little Richarda, "Slow Down" i "Bad Boy" Larry'ego Williamsa, "Matchbox" Carla Perkinsa). Całkiem nieźle prezentuje się natomiast nastrojowa ballada "Yes, It Is", nagrana podczas sesji "Help!" i oryginalnie wydana na stronie B singla "Ticket to Ride".

"Past Masters: Volumes One" to obowiązkowe uzupełnienie kolekcji The Beatles dla wszystkich fanów ceniących ten okres twórczości zespołu. Natomiast osoby, które (tak jak ja) uważają nagrania z tych lat za zbyt archaiczne i naiwne, nie znajdą tutaj wiele dla siebie. Mimo wszystko, jest to całkiem przyjemny zbiór uroczych, pełnych młodzieńczej energii piosenek, a niektóre melodie trudno wyrzucić z pamięci.

Ocena: 6/10



The Beatles - "Past Masters: Volume One" (1988)

1. Love Me Do; 2. From Me to You; 3. Thank You Girl; 4. She Loves You; 5. I'll Get You; 6. I Want to Hold Your Hand; 7. This Boy; 8. Komm, Gib Mir Deine Hand; 9. Sie Liebt Dich; 10. Long Tall Sally; 11. I Call Your Name; 12. Slow Down; 13. Matchbox; 14. I Feel Fine; 15. She's a Woman; 16. Bad Boy; 17. Yes, It Is; 18. I'm Down

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; George Harrison - gitara, wokal, bass, instr. klawiszowe; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino
Producent: George Martin


19 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Let It Be" (1970)



Kiedy relacje w zespole zaczęły się psuć, Paul McCartney nabrał przekonania, że jedynie powrót do koncertowania i muzycznych korzeni może uratować zespół. O ile pomysł powrotu na scenę został zdecydowanie odrzucony przez Johna Lennona i George'a Harrisona (aczkolwiek 30 stycznia 1969 roku zespół, wsparty przez klawiszowca Billa Prestona, zagrał pojedynczy, niezapowiedziany występ na dachu swojej londyńskiej siedziby), tak druga część propozycji McCartneya spotkała się z akceptacją. Jednak sesje nagraniowe albumu (mającego nosić tytuł "Get Back") jeszcze bardziej skłóciły muzyków, a jakość zarejestrowanego materiału pozostawiała wiele do życzenia. Projekt został więc wstrzymany, a zespół rozpoczął pracę nad innym materiałem, który wypełnił album "Abbey Road".

Tuż przed jego wydaniem, we wrześniu 1969 roku, ze składu odszedł Lennon. Pozostała trójka - świadoma, że dalsza działalność nie ma sensu - postanowiła przynajmniej dokończyć zarzucony wcześniej projekt "Get Back". Na początku 1970 roku muzycy zatrudnili nowego producenta, Phila Spectora, którego rola polegała przede wszystkim na dodaniu orkiestrowego tła do kilku utworów. Ponadto zespół nagrał od nowa wiele partii, a także zarejestrował jedną zupełnie nową kompozycję, "I Me Mine". W ten sposób udało się ukończyć dziewięć utworów, w tym dwa już wcześniej wydane ("Get Back" ukazał się na singlu, a "Across the Universe" na charytatywnej kompilacji). Repertuaru dopełniły trzy kawałki zarejestrowane podczas wspomnianego występu na dachu ("Dig a Pony", "I've Got a Feeling" i "One After 909"). Wydawnictwo ostatecznie otrzymało tytuł "Let It Be".

Muzycy rzeczywiście cofnęli się do swoich korzeni - do rock and rolla i bluesa (nawet nagrali jedną ze swoich najwcześniejszych kompozycji, rockandrollową "One After 909", napisaną jeszcze w końcówce lat 50.). Ale efekt jest zupełnie inny, niż na wczesnych albumach zespołu. Bardziej dojrzały, pozbawiony tej młodzieńczej naiwności. Zamiast tego słychać zmęczenie muzyków i to, że materiał powstawał w bólach. Idealnie pasuje tutaj surowe brzmienie z oryginalnej sesji, natomiast efekt ten psują orkiestracje dodane do spokojniejszych utworów - w "I Me Mine", "Let It Be" i "The Long and Winding Road" dodają niepotrzebnego patosu, zaś wręcz kuriozalnie brzmią w psychodeliczno-folkowym "Across the Universe". Pomijając kwestie stylistyczne i brzmieniowe, same kompozycje w znacznej części są po prost przeciętne. Pozytywnie wyróżnia się przede wszystkim tytułowy "Let It Be" - bardzo ładna ballada, w albumowej wersji ozdobiona fajną, ostrą solówką Harrisona. Na plus zaliczyć można także bluesrockowy "Dig a Pony", prawie hardrockowy "I've Got a Feeling", akustyczny, zahaczający o stylistykę country "Two of Us", a także "Across the Universe". Bardzo obiecująco zaczyna się "I Me Mine", ale rockandrollowe zaostrzenia psują cały klimat. Najgorzej wypadają natomiast niby-żartobliwe przerywniki "Dig It" i "Maggie Mae".

W 2003 roku ukazało się wydawnictwo "Let It Be... Naked", zawierające zremiksowaną wersję albumu, bliższą oryginalnego pomysłu McCartneya. Zmieniono na nim kolejność utworów (dzięki czemu np. całość rozpoczyna czadowy "Get Back", zamiast niepasującego w roli otwieracza "Two of Us"), a także zrezygnowano z "Dig It" i "Maggie Mae", zastępując je udanym, bluesrockowym "Don't Let Me Down" (oryginalnie wydanym na stronie B singla "Get Back", tutaj jednak wykorzystano nagranie z koncertu na dachu, ze świetnymi partiami organów i basu). Największą zaletą tej wersji albumu jest jednak rezygnacja z orkiestracji w "Across the Universe", "I Me Mine", "Let It Be" i "The Long and Winding Road". Zyskał na tym przede wszystkim ten ostatni, który w takiej bardziej ascetycznej wersji odsłania cale swoje piękno, we wcześniej znanej wersji ukryte pod sporą dawką kiczu. Minusem tej wersji albumu jest jednak wykorzystanie w "Let It Be" łagodniejszej solówki, podobnej do tej z singlowej wersji utworu.

Sam pomysł na to wydawnictwo był ciekawy, ale takie czynniki, jak nienajlepsza atmosfera w studiu i nietrafiona zmiana producenta, negatywnie wpłynęły na ostateczny efekt. Głównym problemem była jednak mała ilość naprawdę dobrego materiału, przez co nawet przygotowany po latach, bardziej udany miks albumu tylko nieznacznie podniósł jego poziom. "Let It Be" jest zdecydowanie najsłabszym studyjnym wydawnictwem The Beatles z dojrzałego okresu twórczości ("Yellow Submarine" nie liczę jako pełnoprawnego albumu) i mało imponującym zwieńczeniem dyskografii.

Ocena: 6/10
7/10 dla "Let It Be... Naked"



The Beatles - "Let It Be" (1970)

1. Two of Us; 2. Dig a Pony; 3. Across the Universe; 4. I Me Mine; 5. Dig It; 6. Let It Be; 7. Maggie Mae; 8. I've Got a Feeling; 9. One After 909; 10. The Long and Winding Road; 11. For You Blue; 12. Get Back

Skład: John Lennon - wokal, gitara, bass; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; George Harrison - wokal, gitara, tambura (3); Ring Starr - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Billy Preston - instr. klawiszowe
Producent: Phil Spector, George Martin

Po prawej: okładka planowanego albumu "Get Back".


The Beatles - "Let It Be... Naked" (2003)

1. Get Back; 2. Dig a Pony; 3. For You Blue; 4. The Long and Winding Road; 5. Two of Us; 6. I've Got a Feeling; 7. One After 909; 8. Don't Let Me Down; 9. I Me Mine; 10. Across the Universe; 11. Let It Be

Skład: John Lennon - wokal, gitara, bass; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; George Harrison - wokal, gitara, tambura (10); Ring Starr - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Billy Preston - instr. klawiszowe
Producent: Paul Hicks, Guy Massey, Allan Rouse

Po prawej: okładka "Let It Be... Naked".


18 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Abbey Road" (1969)



W styczniu 1969 roku Beatlesi rozpoczęli nagrywanie następcy "Białego albumu", roboczo zatytułowanego "Get Back". Jednak narastające napięcia i konflikty pomiędzy muzykami znów niemal doprowadziły do rozpadu zespołu. Na kilka dni odszedł z niego George Harrison. Po jego powrocie, muzycy podjęli decyzję, aby przerwać pracę na sprawiającym wiele trudności materiałem i rozpocząć wszystko od początku, z nowymi utworami, starając się przezwyciężyć wzajemną niechęć. To zresetowanie wyszło zdecydowanie na dobre - nagrania ruszyły pełną parą, a nowy materiał okazał się zaskakująco udany. Choć jednak nikt nie mówił tego na głos, wszyscy byli przekonani, że to już ich ostatnie wspólne przedsięwzięcie. We wrześniu - już po nagraniu albumu, a tuż przed jego wydaniem - decyzję od odejściu podjął John Lennon (co przez wiele kolejnych miesięcy trzymano w tajemnicy).

Kiedy jednak "Abbey Road" trafił do sprzedaży, nikomu chyba nie przyszło na myśl, że w zespole dzieje się tak źle. Zawarty tutaj materiał sprawia raczej wrażenie nagrywanego w bardzo dobrej, wyluzowanej atmosferze. Zespoły będące na skraju rozpadu, wewnętrznie skłócone, nie nagrywają przecież tak udanych longplayów. Inna sprawa, że ta cała otoczka wokół "Abbey Road" sprawia, że album jest nieco przeceniany. Zdecydowanie nie jest to, wbrew powszechnej opinii, skończenie doskonałe arcydzieło. Całość jest nieco nierówna i za bardzo eklektyczna. Takie piosenki, jak musicalowy "Maxwell's Silver Hammer" czy brzmiący jak piosenka dla dzieci "Octopus's Garden", same w sobie nie należą do specjalnie udanych, a umieszczone pomiędzy bardziej rockowymi utworami, sprawiają wrażenie wyrwanych z kontekstu. Nie przekonuje mnie też idea tzw. "Abbey Road Suite" (bardziej pasowałby tytuł "Abbey Road Medley"), czyli ośmiu ostatnich kawałków (nie licząc ukrytego "Her Majesty") zmiksowanych w taki sposób, aby tworzyły całość. Jednak ze względu na eklektyzm poszczególnych części, brzmi to bardzo chaotycznie. Ponadto fragmenty te potraktowane zostały bardzo pobieżnie, przez co trudno traktować je jako pełnoprawne, pełnowartościowe utwory.

Album ma też jednak sporo naprawdę udanych momentów. Jak napisany przez McCartneya doo-wopowy "Oh! Darling", może niezbyt interesujący od strony instrumentalnej, ale wyróżniający się bardzo ekspresyjną partą wokalną kompozytora. Bardzo przyjemnie wypadają obie kompozycje Harrisona - ładna ballada "Something" i uroczy "Here Comes the Sun". Jednak w zdecydowane najlepszej formie kompozytorskiej był Lennon, który dostarczył trzy fantastyczne utwory: najbardziej chyba znany z tego albumu "Come Together", oparty na świetnej, choć bardzo prostej linii basu, z fajnym zaostrzeniem w refrenie; nastrojowy "Because", oparty na akordach "Sonaty księżycowej" Beethovena granych od tyłu, z bardzo bogatymi harmoniami wokalnymi i zastosowaniem syntezatora Mooga; a także będący moim zdecydowanym faworytem, potężny "I Want You (She's So Heavy)" z fantastycznymi, bluesowymi partiami gitary, rewelacyjnie pulsującym basem, niezłymi organami i naprawdę ciężką końcówką. Ten ostatni to jeden z najmniej beatlesowskich utworów w dorobku zespołu - właściwie pozbawiony jakichkolwiek charakterystycznych dla niego elementów - ale i jeden z najwspanialszych w całej jego dyskografii.

"Abbey Road" jest z pewnością albumem ważnym z historycznego punktu widzenia, zaś z muzycznego - na pewno udanym, zawierającym wiele wspaniałych momentów, ale dość niespójnym stylistycznie (choć nie ma tu aż tak dużego rozstrzału, jak na poprzednim longplayu) i nierównym. Tak więc znać go wypada, ale popadać w bezkrytyczny zachwyt to już niekoniecznie.

Ocena: 8/10



The Beatles - "Abbey Road" (1969)

1. Come Together; 2. Something; 3. Maxwell's Silver Hammer; 4. Oh! Darling; 5. Octopus's Garden; 6. I Want You (She's So Heavy); 7. Here Comes the Sun; 8. Because; 9. You Never Give Me Your Money; 10. Sun King; 11. Mean Mr. Mustard; 12. Polythene Pam; 13. She Came In Through the Bathroom Window; 14. Golden Slumbers; 15. Carry That Weight; 16. The End; 17. Her Majesty

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, efekty; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, efekty; George Harrison - wokal, gitara, bass, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, orkiestracje; Billy Preston - organy (2,6)
Producent: George Martin


17 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Yellow Submarine" (1969)



Album "Yellow Submarine" to ścieżka dźwiękowa do czwartego z kolei filmu The Beatles. Tym razem była to animacja, a muzycy praktycznie w ogóle nie angażowali się w projekt. Cały ich wkład ograniczył się do wystąpienia w jednej krótkiej scenie. Nie nagrali natomiast żadnego nowego dźwięku. Niniejszy soundtrack wypełniają zatem doskonale już znane piosenki (tytułowa, "All You Need Is Love") i orkiestrowe kompozycje George'a Martina (zajmujące całą drugą stronę winylowego wydania). Ale wyciągnięto też z archiwum cztery niewydane wcześniej nagrania, dzięki czemu "Yellow Submarine" nie jest zupełnie bezwartościowym wydawnictwem.

Premierowe utwory zostały zarejestrowane pomiędzy lutym 1967, a lutym 1968 roku, podczas prac nad "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" ("Only a Northern Song" George'a Harrisona), "Magical Mystery Tour" ("All Together Now" Paula McCartneya, "It's All Too Much" Harrisona) i singlem "Lady Madonna" ("Hey Buldog" Johna Lennona). Jak na odrzuty, jest to naprawdę udany materiał. Najlepiej wypadają obie kompozycje Harrisona - bardzo psychodeliczne, pierwszy zdominowany przez brzmienie elektrycznych organów, drugi z ciekawą partią gitary i różnymi efektami dźwiękowymi. Całkiem niezły jest też energetyczny "Hey Buldog", oparty na fajnym, niemal hardrockowym riffie. Jedynie banalny i rażący - mimo krótkiego czasu trwania - monotonią "All Together Now" powinien na zawsze pozostać w archiwum.

"Yellow Submarine" to w sumie dziwaczny zbiór obejmujący wydane już wcześniej nagrania, nudną muzykę ilustracyjną i cztery premierowe utwory zespołu, z których trzy prezentują się całkiem solidnie, a jeden jest ewidentną wpadką. Wyraźnie zabrakło pomysłu na całość i zaangażowania zespołu, czego efektem jest jedno z najsłabszych wydawnictw The Beatles. Z drugiej strony - te trzy udane utwory są dostępne tylko na tym albumie i na jego alternatywnej wersji, "Yellow Submarine Songtrack", wydanej w 1999 roku i zawierającej wyłącznie utwory wykonywane przez zespół (w tym więcej kawałków z wydanych wcześniej albumów). Tak więc, mimo wszystko, warto po któreś z tych dwóch wydawnictw sięgnąć.

Ocena: 4/10



The Beatles - "Yellow Submarine" (1969)

1. Yellow Submarine; 2. Only a Northern Song; 3. All Together Now; 4. Hey Bulldog; 5. It's All Too Much; 6. All You Need Is Love; 7. Pepperland; 8. Sea of Time; 9. Sea of Holes; 10. Sea of Monsters; 11. March of the Meanies; 12. Pepperland Laid Waste; 13. Yellow Submarine in Pepperland

Skład (1-6): John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, ukulele, bandżo, harmonijka, efekty; Paul McCartney - wokal, bass, kontrabas, gitara, trąbka, instr. perkusyjne; George Harrison - wokal, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, skrzypce; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Skład (7-13): George Martin and His Orchestra
Gościnnie: George Martin - pianino (6), dodatkowy wokal (1); Mal Evans - instr. perkusyjne i dodatkowy wokal (1); Geoff Emerick - efekty i dodatkowy wokal (1); Brian Jones - efekty i dodatkowy wokal (1); Alf Bicknell - efekty (1); Pattie Boyd, Marianne Faithfull - dodatkowy wokal (1,6); Neil Aspinall, Brian Epstein - dodatkowy wokal (1); David Mason - trąbka (5,6); Paul Harvey - klarnet basowy (5); Sidney Sax, Patrick Halling, Eric Bowie, Jack Holmes - skrzypce (6); Rex Morris, Don Honeywill - saksofon (6); Stanley Woods - trąbka i skrzydłówka (6); Evan Watkins, Harry Spain - puzon (6); Jack Emblow - akordeon (6); Mick Jagger, Keith Richards, Eric Clapton, Jane Asher, Mike McGear, Keith Moon, Graham Nash, Hunter Davies, Gary Leeds - dodatkowy wokal (6)
Producent: George Martin

The Beatles - "Yellow Submarine Songtrack" (1999)

1. Yellow Submarine; 2. Hey Bulldog; 3. Eleanor Rigby; 4. Love You To; 5. All Together Now; 6. Lucy in the Sky with Diamonds; 7. Think for Yourself; 8. Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band; 9. With a Little Help from My Friends; 10. Baby, You're a Rich Man; 11. Only a Northern Song; 12. All You Need Is Love; 13. When I'm Sixty-Four; 14. Nowhere Man; 15. It's All Too Much

Skład podstawowy: John Lennon, Paul McCartney, George Harrison, Ringo Starr
Producent: George Martin

Po prawej: okładka "Yellow Submarine Songtrack".


16 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "The Beatles" (aka "The White Album") (1968)



Słynny dwupłytowy album bez tytułu i praktycznie bez okładki - przez co zwykle nazywany "Białym albumem" - uznawany jest powszechnie za jedno z największych osiągnięć The Beatles. Nagrywany był jednak w trudnym okresie, gdy muzycy byli coraz bardziej zmęczeni sławą i sobą nawzajem. Jeszcze na początku 1968 roku cała czwórka wyruszyła razem do Indii, by uczyć się medytacji (w tym czasie powstało wiele nowych kompozycji). Wracali już jednak osobno, w dłuższych odstępach czasu. Podczas sesji nagraniowej nowego albumu - trwającej od końca maja do połowy października - unikali pracy zespołowej. W rezultacie wiele nagrań powstało w niekompletnym składzie lub wręcz uczestniczył w nich tylko jeden członek zespołu z towarzyszeniem licznych muzyków sesyjnych. Zespół był na skraju rozpadu, w pewnym momencie doszło nawet do odejścia Ringo Starra (który po dwóch tygodniach zdecydował się na powrót).

Nic dziwnego, że ostateczny rezultat - w sumie 30 nagrań - jest nie tylko bardzo eklektyczny, ale i nierówny pod względem poziomu. Całości zdecydowanie brakuje jakiejś myśli przewodniej (jak miało to miejsce na "Sgt. Pepper's Lonly Hearts Club Band" i "Magical Mystery Tour" czy - w mniejszym stopniu - na "Revolver" i "Rubber Soul"). Całość sprawia wrażenie kompletnego chaosu. Rozpiętość stylistyczna jest naprawdę spora. Od brzmiących bardzo staroświecko ballad (np. "Honey Pie", "Good Night") po nowoczesne, rockowe granie (np. "Helter Skelter", "Yer Blue"). Od zgrabnych ballad (np. "Dear Prudence", "I'm So Tired", "Julia") po awangardowy kolaż przypadkowych dźwięków ("Revolution 9"). Są tu utwory brzmiące poważnie i dojrzale (np. "While My Guitar Gently Weeps"), ale też zwyczajne wygłupy (np. "Wild Honey Pie", "Why Don't We Do It in the Road?", "Birthday", a zwłaszcza idiotyczny "Ob-La-Di, Ob-La-Da") i pastisze (np. rockandrollowy "Back in the U.S.S.R.", folkowy "The Continuing Story of Bungalow Bill", czy musicalowy "Martha My Dear"). 

Nie brakuje tutaj naprawdę dobrych utworów. Jak energetyczne, zdecydowanie rockowe "Glass Onion" i "Savoy Trufle" (w obu pojawiają się jednak aranżacyjne smaczki - w pierwszym są to instrumenty smyczkowe, a w drugim dęte). Albo naprawdę świetny, ciężki blues "Yer Blues". Choć jeśli mowa o ciężarze, to bezkonkurencyjny jest "Helter Skelter" z mocno przesterowanymi gitarami i krzykliwym śpiewem McCartneya. Bardzo interesującym utworem jest także "Happiness Is a Warm Gun", całkowicie odchodzący od piosenkowej struktury. Jednak najwspanialszym utworem jest bez wątpienia kompozycja Harrisona, "While My Guitar Gently Weeps" - wspaniała ballada z ładną partią pianina i świetnymi solówkami gitarowymi (nic dziwnego, skoro odpowiada za nie sam Eric Clapton, będący wciąż u szczytu swojej formy). Do udanych, choć już nie tak porywających, utworów należą natomiast rockowe "Sexy Sadie" i "Revolution 1" oraz ballady "I'm So Tired", "Julia", "Mother Nature's Son" i "Long Long Long".

Gdyby ograniczyć album do jednej płyty i dwunastu utworów wspomnianych w poprzednim akapicie, całość byłaby nie tylko bardziej zwarta i spójna, ale też utrzymana na równym, wysokim poziomie. Niestety, pozostałe osiemnaście kawałków wprowadza zbyt wiele stylistycznego chaosu, a choć zdarzają się wśród nich nawet przyjemne momenty, to nie brakuje też ewidentnych pomyłek, na czele z "Ob-La-Di, Ob-La-Da" i "Revolution 9". Wciąż jednak jest to jedno z ciekawszych wydawnictw w dyskografii zespołu.

Ocena: 7/10



The Beatles - "The Beatles" (1968)

LP1: 1. Back in the U.S.S.R.; 2. Dear Prudence; 3. Glass Onion; 4. Ob-La-Di, Ob-La-Da; 5. Wild Honey Pie; 6. The Continuing Story of Bungalow Bill; 7. While My Guitar Gently Weeps; 8. Happiness Is a Warm Gun; 9. Martha My Dear; 10. I'm So Tired; 11. Blackbird; 12. Piggies; 13. Rocky Raccoon; 14. Don't Pass Me By; 15. Why Don't We Do It in the Road?; 16. I Will; 17. Julia
LP2: 1. Birthday; 2. Yer Blues; 3. Mother Nature's Son; 4. Everybody's Got Something to Hide Except Me and My Monkey; 5. Sexy Sadie; 6. Helter Skelter; 7. Long, Long, Long; 8. Revolution 1; 9. Honey Pie; 10. Savoy Truffle; 11. Cry Baby Cry; 12. Revolution 9; 13. Good Night

Skład: John Lennon - wokal, gitara, bass, instr. klawiszowe, perkusja i instr. perkusyjne, saksofon; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe, perkusja i instr. perkusyjne, flet, skrzydłówka; George Harrison - wokal, gitara, bass, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, efekty; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal, pianino
Gościnnie: George Martin - pianino (LP1:13), orkiestracje; Mal Evans - trąbka (LP2:6), dodatkowy wokal (LP1:2); Henry Datyner, Eric Bowie, Norman Lederman, Ronald Thomas - skrzypce (LP1:3); John Underwood, Keith Cummings - altówka (LP1:3); Reginald Kilby - wiolonczela (LP1:3,9); Eldon Fox - wiolonczela (LP1:3); Chris Thomas - instr. klawiszowe (LP1:6,12, LP2:7); Chris Shepard - instr. perkusyjne (LP1:6); Eric Clapton - gitara (LP1:7); Leon Calvert - trąbka i skrzydłówka (LP1:9); Stanley Reynolds, Ronnie Hughes - trąbka (LP1;9); Ted Barker - puzon (LP1:9); Alf Reece - tuba (LP1:9); Tony Tunstall - waltornia (LP1:9); Bernard Miller, Dennis McConnell, Lou Soufier, Les Maddox - skrzypce (LP1:9); Leo Birnbaum, Henry Myerscough - altówka (LP1:9); Frederick Alexander - wiolonczela (LP1:9); Jack Fallon - skrzypce (LP1:14); Harry Klein - saksofon (LP2:9,10); Dennis Walton, Ronald Chamberlain, Jim Chest, Rex Morris - saksofon (LP2:9); Raymond Newman, David Smith - klarnet (LP2:9); Art Ellefson, Danny Moss, Derek Collins, Ronnie Ross, Bernard George - saksofon (LP2:10); Pattie Harrison, Jackie Lomax, Maureen Starkey, Yoko Ono - dodatkowy wokal; The Mike Sammes Singers - dodatkowy wokal (LP2:13)
Producent: George Martin



15 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Magical Mystery Tour" (1967)



Po zakończeniu pracy nad albumem "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", muzycy The Beatles wzięli udział w nakręceniu swojego trzeciego filmu, "Magical Mystery Tour". Film okazał się klapą, lecz pozostało po nim trochę dobrej muzyki, opublikowanej na tak samo zatytułowanym wydawnictwie. W Wielkiej Brytanii, kilku innych europejskich krajach, Brazylii, Australii i Japonii, ukazało się ono w formie podwójnej EPki - dwóch siedmiocalowych płyt, z trzema utworami na każdej, opakowanych w 28-stronicową książkę w twardej oprawie. W Stanach, zamiast tego, "Magical Mystery Tour" wydano w formie standardowego albumu na dwunastocalowej płycie, zawierającej sześć filmowych utworów na stronie A, a także pięć dodatkowych, niezwiązanych z filmem kompozycji, pochodzących z trzech singli zespołu z 1967 roku, na stronie B. Od czasu wznowienia dyskografii The Beatles na płytach kompaktowych pod koniec lat 80., wszystkie kolejne reedycje "Magical Mystery Tour", na całym świecie, opierają się na 11-utworowej trackliście oryginalnego wydania amerykańskiego. 

"Magical Mystery Tour" to kontynuacja psychodelicznych eksperymentów i bogatych aranżacji w stylu "Sierżanta Pieprza", często z udziałem sekcji dętej lub smyczkowej. Wśród filmowych utworów największe wrażenie robią "I Am the Walrus" - jeden z najbardziej surrealistycznych rockowych kawałków lat 60. -  oniryczno-orientalny "Blue Jay Way", oraz bardzo ładna melodycznie ballada "The Fool on the Hill". Całkiem przyjemnie wypadają także radosny, zdominowany przez dęciaki utwór tytułowy, oraz wodewilowy "Your Mother Should Know". Jedynie "Flying" trudno traktować jako coś więcej, niż instrumentalny (nie licząc głupawych wokaliz) przerywnik. Jeszcze ciekawsza jest część niealbumowa. Przede wszystkim mamy tu "Strawberry Fields Forever" i "Penny Lane" - dwa utwory z sesji "Sierżanta", których pominięcie na tym albumie George Martin uważa za największą pomyłkę w swojej karierze. Faktycznie, oba mogłyby znacząco podnieć poziom tamtego longplaya. Lennonowski "Strawberry Fields Forever" zachwyca psychodelicznym klimatem, tworzonym m.in. za pomocą melotronu, oraz dość melancholijną, ale i chwytliwą melodią. Z kolei "Penny Lane" McCartneya to po prostu bardzo zgrabna piosenka, ze świetną melodią i ładnie zaaranżowanymi dęciakami. Utworem podobnego kalibru jest słynny hymn "All You Need Is Love". Ale i "Hello Goodbye" był sporym przebojem, za sprawą kolejnej przebojowej melodii. Ale prócz hitów znalazł się tu także mniej chwytliwy, a zarazem mniej udany "Baby, You're a Rich Man", łączący ciekawe, psychodeliczne zwrotki z trywialnym refrenem.

11-utworowa wersja  "Magical Mystery Tour" doskonale sprawdza się jako pełnoprawny album. To bardzo udane rozwinięcie pomysłów z "Sierżanta Pieprza", w dodatku z bardziej zapamiętywanymi utworami.

Ocena: 8/10


Okładka wydania amerykańskiego.

The Beatles - "Magical Mystery Tour" (1967)

UK:
EP1: 1. Magical Mystery Tour; 2. Your Mother Should Know; 3. I Am the Walrus
EP2: 1. The Fool on the Hill; 2. Flying; 3. Blue Jay Way

US:
1. Magical Mystery Tour; 2. The Fool on the Hill; 3. Flying; 4. Blue Jay Way; 5. Your Mother Should Know; 6. I Am the Walrus; 7. Hello, Goodbye; 8. Strawberry Fields Forever; 9. Penny Lane; 10. Baby, You're a Rich Man; 11. All You Need Is Love

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, harmonijka; Paul McCartney - wokal, bass, instr. klawiszowe, flet; George Harrison - wokal, gitara, instr. klawiszowe, harmonijka; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie (według wyd. US): Mal Evans - instr. perkusyjne (1,8); Neil Aspinall - instr. perkusyjne (1);  David Mason - instr. dęte (1,9,11); Elgar Howarth, Roy Copestake, John Wilbraham - instr. dęte (1); Christoper Taylor, Richard Taylor, Jack Ellory - flety (2); Sidney Sax - skrzypce (6,11); Jack Rothstein, Ralph Elman, Andrew McGee, Jack Greene, Louis Stevens, John Jezzard, Jack Richards - skrzypce (6); Brian Martin - wiolonczela (6,11); Lionel Ross, Eldon Fox, Terry Weil - wiolonczele (6); Neill Sanders, Tony Tunstall, Morris Miller - instr. dęte (6); Peggie Allen, Wendy Horan, Pat Whitmore, Jill Utting, June Day, Sylvia King, Irene King, G. Mallen, Fred Lucas, Mike Redway, John O'Neill, F. Dachtler, Allan Grant, D. Griffiths, J. Smith, J. Fraser - dodatkowy wokal (6); Ken Essex, Leo Birnbaum - altówki (7); Tony Fisher, Greg Bowen, Derek Watkins, Stanley Roderick - instr. dęte (8); Peter Halling - wiolonczela (8,11); John Hall, Derek Simpson, Norman Jones - wiolonczele (8); Ray Swinfield, P. Goody, Manny Winters, Dennis Walton - flety (9); Leon Calvert, Freddy Clayton, Bert Courtley, Duncan Campbell, Dick Morgan, Mike Winfield - instr. dęte (9); Frank Clarke - kontrabas (9); Eddie Kramer - wibrafon (10); George Martin - pianino (11); Patrick Halling, Eric Bowie, Jack Holmes - skrzypce (11); Rex Morris, Don Honeywill, Stanley Woods, Evan Watkins, Henry Spain - instr. dęte (11); Jack Emblow - akordeon (11); Mick Jagger, Keith Richards, Marianne Faithfull, Keith Moon, Eric Clapton, Pattie Boyd Harrison, Jane Asher, Mike McCartney, Maureen Starkey, Graham Nash, Rose Eccles Nash, Gary Leeds, Hunter Davies - dodatkowy wokal (11)
Producent: George Martin


14 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" (1967)



Jeden z najważniejszych i najbardziej inspirujących albumów w historii muzyki. Zespół zaproponował tu wiele prekursorskich rozwiązań. To jeden z pierwszych albumów koncepcyjnych - wyprzedziły go tylko "Freak Out" The Mothers of Invention i "Pet Sounds" The Beach Boys, które zresztą były główną inspiracją dla powstania "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band". Beatlesi jednak, jak zwykle, wyprzedzili konkurencję i poszli o krok dalej. Ich longplay to nie tylko zbiór powiązanych ze sobą tematycznie utworów (de facto, teksty mają ze sobą bardzo luźny związek). To przede wszystkim cała towarzysząca otoczka, zaczynając od stworzenia Orkiestry Sierżanta Pieprza, w którą wcielili się członkowie zespołu, przywdziewając specjalnie zaprojektowane stroje, a kończąc na niezwykłej okładce i dołączonych do płyty gadżetach. To wszystko tworzy nierozerwalną całość z zawartością muzyczną, która została przygotowana w formie "występu" owej fikcyjnej Orkiestry. W tym celu poszczególne utwory zostały ze sobą połączone, w taki sposób, żeby każdy przechodził płynnie w następny, co było bardzo nowatorskim, niespotykanym wcześniej rozwiązaniem. Nawet amerykański wydawca zrozumiał, że album tworzy nierozerwalną całość i po raz pierwszy nie ingerował w tracklistę tamtejszego wydania.

Przed rozpoczęciem nagrań, muzycy podjęli decyzję o zaprzestaniu koncertowania. Wiedząc, że nie będą musieli odtwarzać nowych utworów na żywo (mieli z tym problem już w przypadku kompozycji z "Revolver"), mogli pozwolić sobie w studiu niemal na wszystko - ograniczała ich tylko wyobraźnia. Ponownie, jak na poprzednim albumie, George Martin zastosował tu wiele studyjnych sztuczek, a w nagraniach zespół wsparło kilkudziesięciu dodatkowych muzyków - w kilku utworach wystąpiła cała orkiestra! Wrażenie robi fakt, że to wszystko zarejestrowano za pomocą ledwie 4-ścieżkowego magnetofonu (w tamtych czasach istniały już magnetofony 8-ścieżkowe, ale używano ich tylko w Stanach). Wymusiło to konieczność nagrywania kilku instrumentów na jedną ścieżkę, lub zgrywaniu kilku ścieżek na jedną i dodawanie kolejnych, co niestety miało swoje wady - utrudniało miksowanie i pogarszało jakość dźwięku. Biorąc to wszystko pod uwagę, efekt naprawdę powala. Pomimo ówczesnych ograniczeń technicznych, powstał album, który do dziś mógłby być wzorem brzmienia (inne zdanie mają, niestety, współcześni producenci). Nawet jeśli niektóre aranżacje dziś brzmią już bardzo archaicznie.

Album jest bardzo spójny i przemyślany, a zarazem niezwykle różnorodny. Całość otwiera utwór tytułowy, który z kolei rozpoczynają dźwięki strojącej się orkiestry, po chwili ustępujące miejsca niemalże hardrockowym zagrywkom gitar i zadziornej partii wokalnej Paula McCartneya. W tle słychać odgłosy "publiczności", mające sprawiać wrażenie, że to muzyka grana na żywo. "With a Little Help from My Friends" to melodyjna piosenka ze śpiewem Ringo Starra do akompaniamentu pianina i uwypuklonej sekcji rytmicznej. Utwór zyskał większą popularność w późniejszej wersji Joego Cockera, jednak do mnie zdecydowanie bardziej przemawia oszczędniejszy brzmieniowo oryginał. "Lucy in the Sky with Diamonds" to z kolei jeden z najbardziej psychodelicznych utworów zespołu. Fajny klimat tworzą tutaj partie organów, tambury i hipnotyzującego basu, a refren od razu zapada w pamięć. Zdecydowanie mniej wyraziste są dwa kolejne utwory, "Getting Better" i "Fixing a Hole" - ot, proste poprockowe piosenki, niespecjalne pod względem melodycznym. Natomiast "She's Leaving Home" powiela pomysł z "Eleanor Rigby" - harmoniom wokalnym McCartneya i Lennona towarzyszą wyłącznie partie instrumentów smyczkowych (i harfy). To przyjemny utwór, ale nie zapadający tak w pamieć, jak jego pierwowzór.

Czymś nowym jest z pewnością "Being for the Benefit of Mr. Kite!" inspirowany muzyką cyrkową, George Martin wykorzystał tutaj taśmę z nagraniem organów parowych, którą pociął, a następnie połączył w interesujący kolaż. Na albumie nie mogło zabraknąć kompozycji George'a Harrisona. "Within You Without You" to właściwie jego solowy utwór - muzyk odpowiada tutaj za partię wokalną oraz grę na sitarze i tamburze, a towarzyszą mu tylko hinduscy instrumentaliści i muzycy grający na smyczkach. Utwór zachwyca swoim hindustańskim klimatem. Zupełnie inny nastrój przynosi kolejny na płycie "When I'm Sixty-Four", pastisz starej muzyki wodewilowej. Pastiszowym charakterem charakteryzuje się także "Lovely Rita". "Good Morning Good Morning" to prosta piosenka z udziwnioną aranżacją (dużo dęciaków i... odgłosów zwierząt). Repryza tytułowego utworu wzmacnia spójność albumu jako całości. Jego wielkim finałem jest natomiast ballada "A Day in the Life", składająca się z kilku zróżnicowanych części (powstała z połączenia dwóch różnych kompozycji Lennona i McCartneya), a momentami nabiera monumentalnego, orkiestrowego rozmachu i niemal awangardowego charakteru. Zaproponowane tutaj rozwiązania były z pewnością inspiracją dla wielu grup progrockowych. Ostatni, potężnie wybrzmiewający akord jest perfekcyjnym zwieńczeniem albumu.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że zespół skupił się tutaj przede wszystkim na aranżacjach, aby były jak najbogatsze i najbardziej niekonwencjonalne, jednocześnie zapominając o tym, co było dotąd najważniejsze w ich twórczości - dobrych melodiach. Co zostaje w pamięci po przesłuchaniu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band"? Na pewno refren "Lucy in the Sky with Diamonds", prawdopodobnie melodia "With a Little Help from My Friends", może jeszcze "Within You Without You" i "A Day in the Life". Z pozostałych kawałków pamięta się raczej aranżacje, nie same kompozycje. A to dla zespołu krok w tył! Na "Revolver" aranżacje są przecież bardzo ciekawe, pomysłowe i innowacyjne, ale ponadto każdy, dosłownie każdy, utwór zachwyca świetną melodią. Częściowo winę za taki stan rzeczy na "Sierżancie Pieprzu" ponosi wydawca, który się uparł, aby dwa najbardziej chwytliwe utwory nagrane podczas sesji - "Strawberry Fields Forever" i "Penny Lane" - zostały wydane na singlu i już nie powtórzone na albumie. George Martin przyznawał potem, że zgoda na to była największym błędem w całej jego karierze.

"Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" to bez wątpienia bardzo ważny i przełomowy album. Nie tylko dla zespołu, ale całej współczesnej muzyki. Jednak oceniając go wyłącznie pod kątem zawartej na nim muzyki - nie uwzględniając jej innowacyjności i późniejszego wpływu na innych wykonawców - okazuje się, że to w sumie dość średni album, z kilkoma bardziej udanymi momentami. Poniższa ocena opiera się wyłącznie na moim subiektywnym odbiorze longplaya. Obiektywnie mógłbym przyznać jeden punkt więcej, ale więcej byłoby już przesadą.

Ocena: 7/10



The Beatles - "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" (1967)

1. Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band; 2. With a Little Help from My Friends; 3. Lucy in the Sky with Diamonds; 4. Getting Better; 5. Fixing a Hole; 6. She's Leaving Home; 7. Being for the Benefit of Mr. Kite!; 8. Within You Without You; 9. When I'm Sixty-Four; 10. Lovely Rita; 11. Good Morning Good Morning; 12. Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (Reprise); 13. A Day in the Life

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, harmonijka; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - wokal, gitara, tambura, sitar, harmonijka, instr. perkusyjne; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal, harmonijka, instr. klawiszowe
Gościnnie: George Martin - instr. klawiszowe (1,2,4,5,7,10,13); Neill Sanders - waltornia (1,13); James W. Buck, Tony Randell, John Burden - waltornia (1); Mike Leander - aranżacja instr. smyczkowych (6); Erich Gruenberg - skrzypce (6,8,13); Derek Jacobs, Trevor Williams, José Luis García - skrzypce (6); John Underwood - altówka (6,13); Stephen Shingles - altówka (6); Peter Halling - wiolonczela (6,8); Dennis Vigay, Alan Dalziel - wiolonczela (6,13); Gordon Pearce - kontrabas (6,13); Sheila Bromberg - harfa (6); Mal Evans - harmonijka (7), pianino (13); Neil Aspinall - harmonijka (7), tambura (8); Alan Loveday, Julien Gaillard, Paul Scherman, Ralph Elman, David Wolfsthal, Jack Rothstein, Jack Greene - skrzypce (8); Reginald Kilbey, Allen Ford - wiolonczela (8); Robert Burns, Henry MacKenzie, Frank Reidy - klarnet (9); Shawn Phillips - dodatkowy wokal (10); Barrie Cameron, David Glyde, Alan Holmes - saksofon (11); John Lee - trąbka (11); Granville Jones, Bill Monro, Jurgen Hess, Hans Geiger, D. Bradley, Lionel Bentley, David McCallum, Donald Weekes, Henry Datyner, Sidney Sax, Ernest Scott, Carlos Villa - skrzypce (13); Gwynne Edwards, Bernard Davis, John Meek - altówka (13); Francisco Gabarro, Alex Nifosi - wiolonczela (13); Cyril Mac Arthe - kontrabas (13); John Marson - harfa (13); Roger Lord - obój (13); Basil Tschaikov, Jack Brymer - klarnet (13); N. Fawcett, Alfred Waters - fagot (13); Clifford Seville, David Sandeman - flet (13); Alan Civil, Neil Sanders - waltornia (13); David Mason, Monty Montgomery, Harold Jackson - trąbka (13); Raymond Brown, Raymond Premru, T. Moore - puzon (13); Michael Barnes - tuba (13); Tristan Fry - kotły (13)
Producent: George Martin


13 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Revolver" (1966)



Przełomowym momentem w historii The Beatles był występ w San Francisco, 29 sierpnia 1966 roku. Jak się później okazało - ostatni, jaki dał zespół (nie licząc słynnego występu na dachu siedziby Apple). Muzycy od pewnego czasu przestali czerpać radość z grania na żywo, jednak czarę goryczy przepełnił występ w St. Louis, 21 sierpnia. Grupa grała wówczas na otwartym powietrzu w trakcie ulewnego deszczu, ryzykując porażenie prądem z instrumentów. Dziś taka decyzja może wydawać się niezrozumiała. Już przecież niedługo później pojawili się tacy wykonawcy, jak Cream czy The Jimi Hendrix Experience, dzięki którym występy na żywo stały się równie ważne, a może nawet ważniejsze, co wydawnictwa studyjne. Jednak Beatlesi, jako najsłynniejszy zespół świata, mogli sobie pozwolić na wszystko.

Decyzja ta miała też pozytywne skutki. Muzycy w końcu mieli wystarczająco dużo czasu na tworzenie nowych kompozycji i pracę w studiu. A ponieważ nie ograniczała ich już konieczność odtwarzania swoich utworów na żywo, mogli pozwolić sobie na liczne eksperymenty. Co jednak ciekawe, już na nagrany wiosną 1966 roku, a wydany na początku sierpnia, album "Revolver" trafiły utwory zbyt skomplikowane, porażające bogactwem aranżacji, aby zespół mógł je odtworzyć na żywo (trzeba pamiętać, że było to tuż przed wprowadzeniem do rocka koncertowych improwizacji, gdy jeszcze odgrywało się utwory jak najwierniej studyjnym pierwowzorom). W rezultacie żaden utwór z "Revolver" nie został włączony do koncertowego repertuaru. Jedynym nowym utworem, jaki zespół grał podczas swojej ostatniej trasy, był "Paperback Writer", pochodzący z niealbumowego singla (nagranego podczas sesji "Revolver"). Już w tej kompozycji słychać pewien rozwój zespołu - typowe dla niego elementy, jak bardzo melodyjne i bogate partie wokalne, zostały połączone z niemal hardrockowym brzmieniem i dynamiką. A jeszcze lepszą zapowiedzią albumu była pochodząca z tego samego singla, bardzo psychodeliczna kompozycja "Rain". Był to pierwszy utwór zespołu, w którym wykorzystano efekt puszczonej od tyłu taśmy.

Cały album "Revolver" cechują właśnie takie eksperymenty i przeróżne studyjne sztuczki George'a Martina, które wyprzedziły swój czas i w znaczny sposób przyczyniły się do rozwoju technik nagraniowych, a pośrednio także muzyki rockowej. Muzycy natomiast dostarczyli fantastyczny zestaw kompozycji - moim zdaniem najlepszy w całej swojej karierze. Na "Revolver" nie ma wypełniaczy - każdy utwór czymś się wyróżnia (w przeszłości różnie z tym bywało), a jednocześnie wszystkie kompozycje tworzą spójną całość (czego nie można powiedzieć o poprzednich wydawnictwach zespołu, ani dokonaniach innych wykonawców z tamtych czasów).

Album rozpoczyna się od kompozycji George'a Harrisona, "Taxman". Zwraca uwagę brzmienie, z mocnym basem i ostrymi gitarami, poza tym jednak jest to typowa dla grupy, melodyjna piosenka. Czymś zupełnie nowym w twórczości grupy był natomiast kolejny utwór, "Eleanor Rigby" Paula McCartneya. Akompaniament stanowią tu jedynie instrumenty smyczkowe, a udział członków grupy ogranicza się do warstwy wokalnej, znów zresztą niezwykle melodyjnej. Oparta na brzmieniach akustycznych ballada Johna Lennona "I'm Only Sleeping" wyróżnia się odtworzoną wspak gitarową solówką, która nadaje kompozycji psychodelicznego, onirycznego charakteru. "Love You To" to kolejny utwór Harrisona, zdradzający jego fascynację muzyką indyjską. Gitarzysta stworzył tutaj niesamowity klimat grając rewelacyjne partie na sitarze. Typowo mccartneyowska ballada "Here, There and Everywhere" czaruje przepięknymi wielogłosami. Najbardziej znanym utworem Paula z tego albumu jest jednak "Yellow Submarine". Kompozycja powstała z myślą o najmłodszych słuchaczach i z początku była przyjmowana przez fanów i krytyków z rezerwą. Później jednak zapisała się w historii rocka jako jeden z najbardziej oryginalnych i przełomowych utworów zespołu, w czym spora zasługa efektów dźwiękowych dodanych przez Martina, które w tamtym czasie były czymś naprawdę nowatorskim. Obowiązki głównego wokalisty pełni w tym utworze Ringo Starr, ale towarzyszą mu chórki pozostałych członków zespołu, Martina, inżyniera dźwięku Geoffa Emericka, oraz zaproszonych gości, w tym m.in. Marianne Faithfull, Pattie Harrison i gitarzysty The Rolling Stones, Briana Jonesa (podobno Mick Jagger też był wówczas obecny w studiu, jednak nie potwierdza tego żadne wiarygodne źródło). Pierwszą stronę winylowego wydania kończy lennonowski "She Said She Said" - niby prosta piosenka, ale znów niesamowicie chwytliwa. Jak wszystkie utwory na tym albumie.

Na drugiej stronie znalazły się po trzy kompozycje Lennona i McCartneya, oraz jedna Harrisona - "I Want to Tell You". Całkiem przyjemny, melodyjny utwór, choć niestety najmniej ciekawy z całego longplaya. Bardzo dobrze prezentują się natomiast utwory Paula: pogodny, zdominowany przez pianino "Good Day Sunshine"; "For No One" - kolejna ballada, o uroczej, choć bardzo smutnej melodii, ciekawie wzbogacona subtelną partią waltorni; oraz "Got to Get You into My Life", w którym główną rolę odgrywa rozbudowana sekcja dęta. Najbardziej na drugiej stronie albumu błyszczą jednak kompozycje Johna. Dynamiczne, zadziorne brzmieniowo "And Your Bird Can Sing" i "Doctor Robert" zdają się zapowiadać nadejście hard rocka. Pierwszy wyróżnia się fajną gitarową zagrywką wchodzącą w "dialog" z partią basu; w drugim smaczkiem jest pomysłowe zwolnienie w refrenie. Największy odlot zapewnia jednak finałowy "Tomorrow Never Knows". Psychodelia na całego - transowy rytm, orientalizmy i mnóstwo efektów dźwiękowych stworzonych przez Martina. Pod względem realizacji, utwór wyprzedził swój czas o dobrych kilka lat. Czego tu nie ma - odwracanie taśmy, tzw. loopy, czyli pętle, czy intrygujące przetwarzanie różnych odgłosów (np. śmiechu McCartneya, tak zmodyfikowanego, że brzmi jak piski mew), to tylko niektóry przykłady. A wszystko to w ledwie trzech minutach. W sumie szkoda, że nie trwa ze dwa razy tyle - taka długość bardziej pasowałaby do hipnotycznego charakteru tego utworu. W 1966 roku zaczęto już przecież nagrywać utwory znacznie dłuższe niż trzy minuty (vide "Goin' Home" Stonesów, albo "Spoonful" Cream). Z drugiej jednak strony, wówczas pewnie pominięto by jakiś inny utwór, a na tym album mógłby wiele stracić.

"Revolver" to pierwsze rockowe arcydzieło. Zarówno ze względu na nowatorskie podejście muzyków i producenta w trakcie nagrywania, jak i dzięki naprawdę dobrym kompozycjom, wśród których nie ma żadnych wypełniaczy lub niewypałów. Co więcej, album brzmi jak dokładnie przemyślana całość, a nie zbiór przypadkowych piosenek. Moim zdaniem "Revolver" jest najlepszym świadectwem geniuszu Beatlesów.

Ocena: 10/10

PS. Oryginalne amerykańskie wydanie "Revolver" wypada o wiele słabiej, ze względu na brak utworów "I'm Only Sleeping", "And Your Bird Can Sing" i "Doctor Robert". Wszystkie trzy zostały wydane wcześniej na dostępnym wyłącznie w Stanach albumie "Yesterday and Today", zawierającym także utwory z brytyjskich wydań albumów "Help!" i "Rubber Soul", nieobecne na ich amerykańskich odpowiednikach, oraz utwory z niealbumowego singla "We Can Work It Out"/"Day Tripper".



The Beatles - "Revolver" (1966)

1. Taxman; 2. Eleanor Rigby; 3. I'm Only Sleeping; 4. Love You To; 5. Here, There and Everywhere; 6. Yellow Submarine; 7. She Said She Said; 8. Good Day Sunshine; 9. And Your Bird Can Sing; 10. For No One; 11. Doctor Robert; 12. I Want to Tell You; 13. Got to Get You into My Life; 14. Tomorrow Never Knows

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe i perkusyjne; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - wokal, gitara, sitar, instr. perkusyjne; Ringo Strarr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: Tony Gilbert, Sidney Sax, John Sharpe, Juergen Hess - skrzypce (2); Stephen Shingles, John Underwood - altówka (2); Derek Simpson, Norman Jones, Peter Halling - wiolonczela (2); Anil Bhagwat - tabla (4); George Martin - dodatkowy wokal (6), instr. klawiszowe (8,14); Mal Evans - instr. perkusyjne i dodatkowy wokal (6); Geoff Emerick, Neil Aspinall, Pattie Boyd, Marianne Faithfull, Brian Jones, Brian Epstein - dodatkowy wokal (6); Alan Civil - waltornia (10); Eddie Thornton, Ian Hamer, Les Condon - trąbka (13); Alan Branscombe, Peter Coe - saksofon (13)
Producent: George Martin


12 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Rubber Soul" (1965)



"Rubber Soul" to album przełomowy i dowód ewolucji, jaką przeszła muzyka w połowie lat 60. Do tamtej pory w biznesie muzycznym liczyły się praktycznie tylko single. Płyty długogrające były tylko kompilacjami, na których umieszczano kilka najnowszych przebojów (napędzających sprzedaż), a resztę czasu zapełniano odrzutami, które były zbyt słabe na single. Oczywiście, wśród tych ostatnich trafiały się czasem jakieś niedoceniane perełki. Wielką rzadkością były jednak longplaye, na których wszystkie utwory trzymałyby poziom (samym Beatlesom udało się to tylko raz, na "A Hard Day's Night"). Duża ilość słabszych kawałków wynikała z ówczesnych reguł muzycznego biznesu, zmuszających wykonawców do wydawania w ciągu roku co najmniej dwóch płyt długogrających z nowym materiałem. Do tego dochodziły koncerty i obowiązkowe występy w nieliczonych programach telewizyjnych.

Powiew świeżości przyniosła już sama okładka "Rubber Soul", łamiąca sztywne zasady obowiązujące i w tej dziedzinie. Nowością był przede wszystkim brak nazwy wykonawcy na froncie - nie była potrzebna, wszakże w 1965 nie było chyba nikogo, kto nie rozpoznałby muzyków z okładkowego zdjęcia. Jednak przełomowa okazała się przede wszystkim zawartość muzyczna. Nie jest to kolejne wydawnictwo zawierające dwa hity i napisaną na szybko resztę. Tym razem muzycy przyłożyli się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej do kompozycji i aranżacji. Tak, aby każdy utwór czymś się wyróżniał. Jednocześnie wszystkie zdają się tworzyć przemyślaną całość, żaden utwór nie sprawia wrażenia wyrwanego z kontekstu. Spora w tym zasługa producenta George'a Martina, który doskonale ustalił kolejność utworów. W rezultacie, mamy tutaj do czynienia z pierwszym muzycznym albumem.

Pod względem muzycznym album jest bardziej dojrzały od wcześniejszych dokonań Beatlesów. Muzycy podążyli drogą wyznaczoną utworami "You've Got to Hide Your Love Away" i "Yesterday", a więc chętnie eksperymentują tutaj z różnymi stylami i poszerzają aranżacje o nietypowe dla ówczesnego rocka instrumentarium. W każdym utworze znajduje się jakiś smaczek. W przypadku dynamicznego otwieracza, "Drive My Car", jest nim fortepianowy motyw w refrenie. Z kolei "Norwegian Wood (This Bird Has Flown)" jest pierwszym rockowym utworem, w którym pojawia się sitar - to zasługa George'a Harrisona, który w tamtym czasie zafascynował się muzyką (i ogólnie kulturą) indyjską. Ponieważ jednak nie znał jeszcze techniki gry na tym instrumencie, zagrał na nim jak na gitarze. Sam utwór należy do najładniejszych na albumie i jest jednym z kilku jego fragmentów zdradzających inspirację folkiem. W piosenkowym "You Won't See Me" zwraca uwagę fajny podkład organów. "Nowhere Man" to kolejny przykład inspiracji folkiem, tym razem o nieco bardziej melancholijnym charakterze. Jego całkowitym przeciwieństwem jest zadziorny "Think for Yourself", oparty na uwypuklonej, przesterowanej partii basu, nadającej mu niemal hard rockowego brzmienia. Na ciekawej partii basu opiera się także skoczny "The World", dodatkowo wzbogacony solówką George'a Martina na fisharmonii. Pierwszą stronę albumu kończy popowa ballada "Michelle", wyróżniająca się zaśpiewanym częściowo po francusku refrenem.

Drugą stronę rozpoczyna "What Goes On" - kawałek w stylu country z Ringo Starrem jako głównym wokalistą. Według mnie to najsłabszy fragment albumu (choć pewnie głównie przez moją niechęć do tego stylu), wciąż jednak całkiem przyjemny. Dalej pojawiają się kolejne dwa utwory o folkowym charakterze: czarujący niesamowitym klimatem i fantastycznymi harmoniami wokalnymi "Girl" (inspirowany muzyką grecką), oraz napędzany dynamiczną partią gitary akustycznej, chwytliwy "I'm Looking Through You". Ballada "In My Life" to chyba najbardziej znany fragment całości. Wyróżnia się świetną melodią i "barokową" solówką Martina na pianinie (której nie potrafił zagrać w odpowiednim tempie, więc zagrał wolniej, a później przyśpieszył taśmę z nagraniem, co dało ciekawy efekt). Energetyczny "Wait" to pozostałość po sesji nagraniowej "Help!", jednak utwór nie sprawia wrażenia odrzutu, a wręcz wypada lepiej od większości utworów z tamtego longplaya. W "If I Needed Someone" wracają wpływy folkowe; utwór wyróżnia się głęboką partią basu i świetnymi wokalami (w pierwszoplanowej roli wystąpił kompozytor kawałka, Harrison). Całość kończy dynamiczny "Run for Your Life", który zdaje się być pomostem między wcześniejszymi dokonaniami The Beatles (rock and rollowy charakter), a bardziej dojrzałym graniem z "Rubber Soul" (bogatsza aranżacja, z gitarą akustyczną).

"Rubber Soul" to nie tylko początek nowego etapu kariery The Beatles, ale także nowej muzycznej rzeczywistości, w której liczyły się już nie tylko komercyjne sukcesy, ale także wartości artystyczne. Od tego albumu muzyka rockowa zaczęła być czymś więcej, niż zlepkiem akordów połączonych chwytliwymi melodiami. Nabrała większej szlachetności i artyzmu. Ale "Rubber Soul" to też po prostu zbiór świetnych kompozycji, które tworzą rewelacyjną całość, ale każda z nich broni się również osobno. Dlaczego zatem nie daję temu albumowi maksymalnej oceny? Dlatego, że szczyt swoich możliwości Beatlesi osiągnęli dopiero na następnym longplayu.

Ocena: 9/10



The Beatles - "Rubber Soul" (1965)

1. Drive My Car; 2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown); 3. You Won't See Me; 4. Nowhere Man; 5. Think for Yourself; 6. The World; 7. Michelle; 8. What Goes On; 9. Girl; 10. I'm Looking Through You; 11. In My Life; 12. Wait; 13. If I Needed Someone; 14. Run for Your Life

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Paul McCartney - wokal, bass, gitara pianino; George Harrison - wokal, gitara, sitar; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, organy, wokal
Gościnnie: Mal Evans - organy (3); George Martin - fisharmonia (6), pianino (11)
Producent: George Martin


11 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Help!" (1965)



Pierwszy film z udziałem Beatlesów, "A Hard Day's Night", okazał się ogromnym sukcesem - przynajmniej komercyjnym. Nic więc dziwnego, że niemal od razu zabrano się za kręcenie kolejnego, tym razem zatytułowanego "Help!". Podobnie jak poprzednim razem, filmowi towarzyszył tak samo zatytułowany longplay. Europejskie wydanie tylko w połowie składało się z utworów napisanych na potrzeby filmu - wypełniły one stronę A, podczas gdy na stronie B znalazło się siedem innych, premierowych kawałków. Amerykańskie wydanie zawierało natomiast tylko filmowe utwory - siedem piosenek zespołu oraz nagrania orkiestrowe (w tym wersje starszych kawałków zespołu, jak "A Hard Day's Night" czy "From Me to You", a także premierowe nagrania autorstwa brytyjskiego kompozytora Kena Thorne'a). W recenzji skupiam się na materiale z europejskiego wydania.

"Help!" jest właśnie tym wydawnictwem zespołu, na którym zaczęły być słyszalne jego ambicje i potrzeba artystycznego rozwoju, a nie tylko chęć dostarczania kolejnych przebojów (choć tych ostatnich tutaj nie brakuje). Inna sprawa, że eksperymenty są tu jeszcze bardzo nieśmiałe i dotyczą głównie dwóch utworów: folkowego, inspirowanego twórczością Boba Dylana "You've Got to Hide Your Love Away" (w którym pojawia się partia fletu) oraz słynnego "Yesterday", w którym śpiewowi i grze na gitarze Paula McCartneya towarzyszy jedynie kwartet smyczkowy (ponoć był to pierwszy rockowy utwór całkowicie zrywający z jej bluesowymi korzeniami). Za sprawą wykorzystania wyłącznie akustycznych instrumentów, oba do dziś bronią się pod względem brzmieniowym. Oba są też bardzo dobre melodycznie, a pewna charakterystyczna dla ówczesnego popu naiwność, tylko dodaje im uroku.

Po latach całkiem nieźle bronią się także dwa singlowe przeboje: bardzo żywiołowy, zadziorny "Help!" oraz dość nieoczywisty, jak na tamte czasy (zmiana metrum w końcówce), ale bardzo chwytliwy "Ticket to Ride". Oba okazały się kolejnymi wielkimi hitami, dochodząc na szczyt notowań zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach (na tym drugim rynku ich sukces powtórzył "Yesterday", którego Brytyjczycy nie wydali na małej płytce). Co ciekawe, utwór tytułowy początkowo miał być tradycyjną balladą - jednak w takiej wersji byłby znacznie mniej zapamiętywanym utworem (wystarczy przywołać przeróbki grup Vanilla Fudge i Deep Purple, które nagrały go właśnie w wolnych wersjach) i prawdopodobnie bardziej by się zestarzał. Do moich faworytów należy także zgrabna piosenka George'a Harrisona, "I Need You" - jeden z najbardziej niedocenionych kawałków z wczesnego dorobku The Beatles. Pozostałe nagrania bardziej zestarzały się brzmieniowo i zwykle wypadają mniej przekonująco pod względem melodycznym, a czasem po prostu rażą banałem (szczególnie dwie przeróbki: county'owy "Act Naturally" i rockandrollowy "Dizzy Miss Lizzy").

"Help!" to nierówne wydawnictwo. Część utworów - wyraźnie zapowiadających późniejsze, dojrzałe albumy zespołu - brzmi już całkiem pomysłowo i świeżo. Inne wciąż tkwią w archaicznym brzmieniu i naiwnej melodyce popu pierwszej połowy lat 60. Doceniam postęp, jaki zrobili muzycy i odwagę, jaką wykazali próbując nowych rozwiązań (co w tamtym czasie nie było mile widziane przez przedstawicieli fonograficznego biznesu). Ale nie przekonuje mnie to wydawnictwo jako całość.

Ocena: 7/10



The Beatles - "Help!" (1965)

UK: 1. Help!; 2. The Night Before; 3. You've Got to Hide Your Love Away*; 4. I Need You; 5. Another Girl; 6. You're Going to Lose That Girl; 7. Ticket to Ride; 8. Act Naturally; 9. It's Only Love; 10. You Like Me Too Much; 11. Tell Me What You See; 12. I've Just Seen a Face; 13. Yesterday**; 14. Dizzy Miss Lizzy

US: 1. Help!; 2. The Night Before; 3. From Me to You Fantasy; 4. You've Got to Hide Your Love Away*; 5. I Need You; 6. In the Tyrol; 7. Another Girl; 8. Another Hard Day's Night; 9. Ticket to Ride; 10. The Bitter End / You Can't Do That; 11. You're Gonna Lose That Girl; 12. The Chase


Skład: John Lennon - wokal, gitara, pianino; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - gitara, wokal; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino, aranżacja instr. smyczkowych (**); John Scott - flet (*); Tony Gilbert, Sidney Sax - skrzypce (**); Kenneth Essex - altówka (**); Peter Halling lub Francisco Gabarro - wiolonczela (**)
Producent: George Martin

Po prawej: okładka wydania amerykańskiego.


10 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Beatles for Sale" (1964)



Rosnąca popularność, niezliczona ilość zaproszeń do programów telewizyjnych, koncertowe zobowiązania oraz konieczność wydawania dwóch płyt długogrających rocznie - to wszystko sprawiło, że zespół nie mógł poświęcić zbyt wiele czasu na tworzenie nowego materiału. A efekt tego wyraźnie słychać na czwartym wydawnictwie grupy, zatytułowanym "Beatles for Sale". Z braku wystarczającej ilości nowego materiału, muzycy znów musieli wspomóc się przeróbkami. I, jak zwykle (pomijając słynny "Twist and Shout"), nie wyszło z tego nic dobrego. Cudze kompozycje są wykonane bez pomysłu, rażą sztampą ( np. "Rock and Roll Music" Chucka Berry'ego, "Honey Don't" Carla Perkinsa), banałem (np. "Words of Love" Buddy'ego Holly'ego) i archaicznym brzmieniem.

Niestety, równie nijako wypada tym razem zdecydowana większość autorskich kawałków, czego przykładem mdłe melodyjnie "No Reply", "Every Little Thing" lub "I Don't Want to Spoil the Party". Jako tako broni się dość banalny, ale przyjemny i zapadający w pamięć "What You're Doing" oraz urokliwa ballada "I'll Follow the Sun", której potencjał nie został jednak w pełni wykorzystany - kończy się po niespełna dwóch minutach, zanim w ogóle się rozkręci. Jedynym w pełni udanym utworem jest posiadający naprawdę świetną melodię "Eight Days a Week". W Stanach wydano go na singlu i stał się kolejnym wielkim przebojem zespołu, dochodząc na szczyt notowania Billboardu.

Na amerykańskim rynku nie ukazał się natomiast cały "Beatles for Sale". Nie wynikało to jednak z obawy o słabą sprzedaż tak nijakiego materiału, a ze zwykłej pazerności, gdyż kawałki z tej płyty zostały tam rozdzielone na dwa osobne wydawnictwa: "Beatles '65" i "Beatles VI" (które uzupełnił materiał z singli oraz europejskich wersji albumów "A Hard Day's Night" i "Help!"). Zapotrzebowanie na muzykę Beatlesów było jednak tak wielkie, że zarówno "Beatles for Sale", jak i jego amerykańskie odpowiedniki, okazały się ogromnym sukcesem komercyjnym. Inna sprawa, że zespół w tamtym czasie nie miał na rynku żadnej poważnej konkurencji.

Ocena: 4/10



The Beatles - "Beatles for Sale" (1964)

1. No Reply; 2. I'm a Loser; 3. Baby's in Black; 4. Rock'n'Roll Music; 5. I'll Follow the Sun; 6. Mr. Moonlight; 7. Kansas City / Hey-Hey-Hey-Hey!; 8. Eight Days a Week; 9. Words of Love; 10. Honey Don't; 11. Every Little Thing; 12. I Don't Want to Spoil the Party; 13. What You're Doing; 14. Everybody's Trying to Be My Baby

The Beatles - "Beatles '65" (1964)

1. No Reply; 2. I'm a Loser; 3. Baby's in Black; 4. Rock'n'Roll Music; 5. I'll Follow the Sun; 6. Mr. Moonlight; 7. Honey Don't; 8. I'll Be Back; 9. She's a Woman; 10. I Feel Fine; 11. Everybody's Trying to Be My Baby

The Beatles - "Beatles VI" (1965)

1. Kansas City / Hey-Hey-Hey-Hey!; 2. Eight Days a Week; 3. You Like Me Too Much; 4. Bad Boy; 5. I Don't Want to Spoil the Party; 6. Words of Love; 7. What You're Doing; 8. Yes It Is; 9. Dizzy Miss Lizzy; 10. Tell Me What You See; 11. Every Little Thing

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - gitara, wokal; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino
Producent: George Martin


9 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "A Hard Day's Night" (1964)



W 1964 roku cały świat już szalał na punkcie Beatlesów. Nic dziwnego, że na fali popularności grupy postanowiono stworzyć film przedstawiający jeden dzień z życia muzyków (fabularnie podkoloryzowany), nakręcony oczywiście z ich udziałem. Chwytliwy tytuł to zasługa Ringo Starra, który wypowiedział te słowa w czasach, gdy grupa wciąż pracowała na swój sukces, grając po kilka koncertów dziennie w hamburskich klubach. Pracowaliśmy całymi dniami, a czasem zdarzało się, że i nocami - mówił perkusista. Któregoś razu, myśląc sobie o tym jaki to był dzień, powiedziałem: "It's been a hard day...", rozejrzałem się w tym momencie i spostrzegłem, że już jest ciemno, więc dodałem: "...'s night". I tak doszliśmy do "A hard day's night".

"A Hard Day's Night" to także tytuł trzeciego albumu zespołu. Wcześniejsze, amerykańskie wydanie z czerwca 1964 roku jest po prostu ścieżką dźwiękową do filmu - złożyło się na nią osiem premierowych kawałków, a także cztery wersje instrumentalne w wykonaniu orkiestry George'a Martina. Na wydaniu europejskim, którego premiera miała miejsce w lipcu, pominięto nagrania orkiestrowe, a ich miejsce zajęło pięć nowych piosenek, niepochodzących z filmu. "A Hard Day's Night" jest wyjątkowym wydawnictwem we wczesnym dorobku zespołu, gdyż trafiły na niego wyłącznie autorskie kompozycje - wszystkie podpisane przez spółkę Lennon/McCartney, choć w rzeczywistości większość z nich to pomysły Johna Lennona. Wyjątek stanowią "And I Love Her", "Can't Buy Me Love" i "Things We Said Today", których pomysłodawcą był Paul McCartney.

Pod względem brzmieniowym wciąż nie ma postępu (szczególnie mocno zestarzały się takie kawałki, jak np. "Tell Me Why", "I'll Cry Instead" i "When I Get Home"). Może jedynie nastrojowa ballada "And I Love Her", wyróżniająca się wykorzystaniem gitary akustycznej i bongosów, wykracza poza ówczesne standardy brzmieniowe w muzyce pop. Za to pod względem kompozytorskim muzycy byli coraz lepsi. Ten album to kopalnia zapadających w pamieć, przebojowych melodii, czego dowodem wspomniany "And I Love Her", singlowe "A Hard Day's Night" i "Can't Buy Me Love" (kolejne numery 1 po obu stronach Atlantyku), bardzo niedoceniony "Things We Said Today", a także "I Should Have Known Better" i świetnie zaśpiewany przez George'a Harrisona "I'm Happy Just to Dance with You".

"A Hard Day's Night" pokazuje, że sukces odniesiony przez The Beatles nie był przypadkiem - zespół naprawdę miał potencjał, który z czasem uczył się coraz lepiej wykorzystywać. Słychać to w coraz lepszych melodycznie kompozycjach i w nietypowej, jak na tamte czasy, aranżacji "And I Love Her". To jednak wciąż tylko bardzo urokliwe, ale zarazem naiwne i archaicznie brzmiące granie. Na postęp w tej dziedzinie trzeba było jeszcze trochę poczekać.

Ocena: 6/10



The Beatles - "A Hard Day's Night" (1964)

US: 1. A Hard Day's Night; 2. Tell Me Why; 3. I'll Cry Instead; 4. I Should Have Known Better (instrumental); 5. I'm Happy Just to Dance with You; 6. And I Love Her (instrumental); 7. I Should Have Known Better; 8. If I Fell; 9. And I Love Her; 10. Ringo's Theme (This Boy) (instrumental); 11. Can't Buy Me Love; 12. A Hard Day's Night (instrumental)

UK: 1. A Hard Day's Night; 2. I Should Have Known Better; 3. If I Fell; 4. I'm Happy Just to Dance with You; 5. And I Love Her; 6. Tell Me Why; 7. Can't Buy Me Love; 8. Any Time at All; 9. I'll Cry Instead; 10. Things We Said Today; 11. When I Get Home; 12. You Can't Do That; 13. I'll Be Back

Skład: John Lennon - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, pianino; George Harrison - gitara, wokal; Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: George Martin - pianino
Producent: George Martin

Po prawej: okładka wydania amerykańskiego.


8 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "With the Beatles" (1963)



"With the Beatles" ukazał się zaledwie osiem miesięcy po debiutanckim "Please Please Me". W międzyczasie zespół wydał trzy megapopularne single - "From Me to You", "She Loves You" i "I Want to Hold Your Hand" (wszystkie doszły na szczyt UK Singles Chart, dwa ostatnie zdobyły także szczyt amerykańskiego notowania), doprowadzając do wybuchu tzw. Beatlemanii. Żaden z tych kawałków nie został jednak powtórzony na "With the Beatles". Taka obowiązywała wówczas w Wielkiej Brytanii polityka wydawnicza - starano się nie dublować piosenek na singlach i długograjach, aby nie szkodziły nawzajem swojej sprzedaży.

Zespół musiał zatem w pośpiechu przygotować nowy materiał. Wśród czternastu nagrań znalazło się sześć przeróbek cudzych kompozycji, co stanowi mały postęp w stosunku do debiutu. To jedno, lecz jakość tego materiału to już inna sprawa. Niestety, ale większość kawałków okrutnie się postarzała, żeby wymienić tylko "Little Child" czy przeróbki "Till There Was You" Mereditha Willsona lub "You Really Got a Hold on Me" The Miracles. Kolejne przeróbki, "Please Mr. Postman" The Marvelettes i "Money (That's What I Want)" Barretta Stronga, zapewne robiły wielkie wrażenie w chwili wydania za sprawą ogromnej dawki energii, ale też bardzo szybko zrobiły się archaiczne. Inne próbę czasu zniosły tylko odrobinę lepiej. Najlepiej po latach broni się "All My Loving" - prościutka, naiwna piosenka, ale jakże urokliwa, a do tego naprawdę zgrabna melodycznie. Całkiem niezłe melodie mają jeszcze energetyczny otwieracz "It Won't Be Long" i pierwsza kompozytorska próba George'a Harrisona - "Don't Bother Me", ale pod względem brzmieniowym bardzo szybko się zestarzały.

W Stanach wydawnictwo zostało przemianowane na "Meet the Beatles" i pominięto wszystkie przeróbki z wyjątkiem jednej ("Till There Was You"), dodając w zamian trzy autorskie nagrania: "I Want to Hold Your Hand" i "This Boy" (z tego samego singla) oraz znany już z debiutu "I Saw Her Standing There". Zmiany te nieznacznie wpływają na korzyść amerykańskiego wydania.

Muzycy nie poczynili żadnego postępu od czasu debiutu, ale też nie miał na to zbyt wiele czasu, gdyż wydawca chciał jak najszybciej zarobić na nagłym sukcesie zespołu. Już na tym wczesnym etapie kariery muzycy mieli talent do pisania zapadających w pamieć melodii (choć nie szło im to na tyle szybko, by nie musieć sięgać po cudze kompozycje), ale pod wieloma względami, zwłaszcza brzmieniowym, ich wczesna twórczość dezaktualizowała się w błyskawiczym tempie.

Ocena: 5/10



The Beatles - "With the Beatles" (1963)

1. It Won't Be Long; 2. All I've Got to You; 3. All My Loving; 4. Don't Bother Me; 5. Little Child; 6. Till There Was You; 7. Please Mister Postman; 8. Roll Over Bethoveen; 9. Hold Me Tight; 10. You Really Got a Hold on Me; 11. I Wanna Be Your Man; 12. Devil in Her Heart; 13. Not a Second Time; 14. Money (That's What I Want)

The Beatles - "Meet the Beatles" (1964)

1. I Want to Hold Your Hand; 2. I Saw Her Standing There; 3. This Boy; 4. It Won't Be Long; 5. All I've Got to Do; 6. All My Loving; 7. Don't Bother Me; 8. Little Child; 9. Till There Was You; 10. Hold Me Tight; 11. I Wanna Be Your Man; 12. Not a Second Time

Skład: John Lennon - wokal, gitara, organy, harmonijka; Paul McCartney - wokal, bass, pianino, George Harrison - gitara, wokal, Ringo Starr - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino
Producent: George Martin